Papier, nożyczki i klej – to atrybuty trochę już zapomnianej i mniej popularnej w dzisiejszych czasach techniki artystycznej, jaką jest kolaż. Kto w dzisiejszych czasach się nim zajmuje i jak wyglądają kulisy pracy z “wycinankami”?

Pytamy kilku artystów, którzy posługują się tą ciekawą formą ekspresji. Na pierwszy ogień idzie Aleksandra Morawiak / liquid memory. Rozpocznijmy zatem naszą serię!

Aleksandra Morawiak. Ilustratorka zajmująca się od kilku lat kolażem. Główną sferą jej zainteresowań jest człowiek oraz jego relacja z przestrzenią i samym sobą, czego daje wyraz w swoich pracach. Autorka współpracująca z magazynem Kukbuk, Pani oraz Design Alive. Na co dzień mieszka i tworzy w Łodzi.

Plakat filmowy “Więcej niż miód” Markus Imhoof dla KUKBUK

Stryjova: Aleksandro, na co dzień zajmujesz się ilustracją, ale oglądając Twoje portfolio, można uznać, że kolaż to Twoja specjalizacja. Co sprawiło, że zainteresowałaś się akurat tą techniką?

Aleksandra Morawiak: Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z kolażem, nie miałam pojęcia, jak ważną częścią mojego życia się stanie. Wszystko zaczęło się bardzo prozaicznie – podczas trzeciego roku studiów na fotografii w Łódzkiej Szkole Filmowej, nie zrobiłam zdjęć na jeden z zadanych tematów do pracowni portretu. Miałam wtedy mały kryzys twórczy, dopadło mnie uczucie przesytu. Zauważyłam, że otaczając się fotografiami w sporej ilości oraz ucząc się o sztuce innych ludzi, jestem narażona na ich wpływ na moje prace. Czułam, że staję się odtwórcza, że robię w zasadzie to samo co inni, dodając do tego zaledwie kroplę mojego stylu, a nie wszystko, co mogłabym. Wtedy dostrzegłam potencjał w otaczającym mnie zalewie obrazów i postanowiłam tworzyć „na nowo”. Dwa pierwsze kolaże, które zrobiłam, nawiązują do cyklu „Twins”, niesamowitej dokumentalistki Mary Ellen Mark, która zmarła w tamtym czasie. Praca przedstawia dwie pary bliźniąt w otoczeniu surrealistycznego pejzażu.

Nr 2 z serii “Tribute to Mary Ellen Mark”

Pamiętasz artystów, którymi się zachwyciłaś na początku swojej drogi?

Pierwsze prace powstały z ciekawości, w mocno intuicyjny sposób i takie podejście do tworzenia towarzyszy mi do dziś. Nieustannie spoglądam w głąb siebie, ufam sobie i swojej intuicji maksymalnie. To, co teraz powiem, może się wydać oznaką ignorancji, ale działa to na korzyść moich prac – staram się nie oglądać zbyt wielu realizacji z mojej dziedziny, żeby nie tłumić swojej naturalnej kreatywności. Kiedy przygotowuję się do stworzenia kolażu, nie mogę uciec od obrazów – przeglądam ich setki, wyszukuję, zapisuję, ale wtedy stają się one czymś innym niż wcześniej dla mnie były. Teraz patrzę na nie jak na tworzywo, z którego mogę zbudować coś nowego, zupełnie nowy świat i jest to dla mnie bardzo fascynujące. Przetwarzanie istniejących obrazów stało się nową jakością. Jest to pewnego rodzaju zawłaszczenie obrazu, w obrębie którego każdy może budować swoją indywidualność. Dopiero kiedy ukształtowałam swój styl, zaczęłam oglądać więcej kolaży, a szczególnie zachwyca mnie Enrique Núñez, Olga Ornata, Nicola Kloosterman.

Olga Ornata, Demigots and heroes

Co jest dla Ciebie najważniejsze przy tworzeniu kolażu?

Najważniejszy jest dla mnie temat oraz to, by przedstawić go w zgodzie ze sobą. Najczęściej realizuję prace na zamówienie, w związku z czym muszę wziąć pod uwagę zdanie klienta oraz jego wizję, czasem zupełnie inną od mojej. Jestem ugodową osobą, z łatwością idę na kompromis, ale mam wysokie wymagania wobec samej siebie i bardzo ważne jest dla mnie poczucie, że to, co powstało, jest dobre. Oczywiście w moim subiektywnym odczuciu.

Kolaż dla magazynu Kukbuk, artykuł “Hollyłódź”

Skąd pochodzą materiały, z którymi pracujesz?

Po tych dwóch latach, przez które zajmuję się kolażem, zbudowałam już pokaźną bazę fotografii, ilustracji oraz rycin. W większości materiały pochodzą z bibliotek z całego świata, które udostępniają w Internecie swoje wolne od praw autorskich zbiory do użytku artystycznego lub również komercyjnego. Staram się tworzyć, korzystając w pełni z legalnych źródeł. Czasem zdarzy mi się odstępstwo od tej zasady, ale w przypadku moich prac stopień przetworzenia jest bardzo duży. Uważam, że warto traktować obrazy jako fragmenty nieskończonej całości i nie ograniczać się, bowiem może to wyzwolić nieoczekiwane innowacje.

Pocztówka dla magazynu Kukbuk

Wiemy, że Twoja rekordowa praca posiada 83 elementy. Jak długo trwa proces twórczy?

Zwykle mój kolaż powstaje w tydzień, a pracuję po 6-8 godzin dziennie. Sporo czasu zajmuje mi szukanie materiałów pod dany motyw; daję sobie na to 2-3 dni. Jest to dla mnie najbardziej żmudna i nieprzyjemna część, ale jest tak ważna, że skrócenie jej lub potraktowanie pobieżnie wpłynęłoby istotnie na efekt końcowy. Wbrew pozorom, stworzenie tej pracy, o której mówisz, nie zajęło mi najwięcej czasu, bo zaledwie 3 dni. Miałam w te dni naprawdę dobrą passę twórczą; mówię na ten stan po prostu „flow”. To sformułowanie doskonale oddaje to, co wtedy czuję i z jaką lekkością pracuję. Ten stan towarzyszy mi najczęściej, kiedy temat jest dla mnie szczególnie ważny lub ekscytujący.

Plakat inspirowany dziełem Hansa Memlinga “Sąd ostateczny”

Zdradź nam proszę, nad czym teraz pracujesz i na jakich targach będziemy mogli Cię spotkać?

Aktualnie rozpoczynam współpracę z magazynem Zwierciadło, który bardzo cenię i od dawna chciałam coś dla nich stworzyć. Nowy rok zapowiada się również interesująco; mam nadzieję, że przyniesie wiele wspaniałych współprac. Jeśli chodzi o targi, będzie można mnie spotkać na Targach Rzeczy Ładnych, które odbędą się 2-3. grudnia na Pl. Trzech Krzyży w Warszawie. Zapraszam wszystkich serdecznie – będzie mi niezwykle miło, jeśli porozmawiamy i zechcecie zabrać ze sobą do domu moje kolaże.

Ilustracja z serii “Kobiety, które mają miejsce w mojej zamglonej pamięci”