“Bawiłam się teorią, mówiącą, że materia, z której powstała nasza planeta i Wszechświat, jest stworzona z tego samego, co my. (…) Używam kobiecych postaci jako symbolu piękna i opiekuńczej matki natury”. Poznajmy Alexandrę Levasseur.

Alexandrę Levasseur. Kanadyjska artystka, rocznik 1982, zamieszkała w Montrealu. Znana głównie ze swoich surrealistycznych obrazów. Strona artystki: https://alexandralevasseur.com/

Moje pierwsze zetknięcie z jej pracami śmiało może nosić miano “miłości od pierwszego wejrzenia”. Znalazłam w nich wszystko, co mnie zwykle przyciąga: odważne zestawienia deseni, zagadkowe postaci i marzycielską atmosferę. Niemniej, Levasseur została w mojej głowie między innymi ze względu na tkwiący w jej pracach surrealizm. Co prawda, jej surrealizm różni się od tego klasycznego, by tak rzec, wydania – Dalego czy Magritte’a. Jest… lżejszy. Bardziej pastelowy. Dziewczęcy, subtelny – przynosi skojarzenia z kadrami z filmów Sofii Coppoli.

Alexandra Levasseur
Sofia Coppola, Przekleństwa niewinności

Na większości obrazów artystki widnieją młode kobiety, zatopione w marzycielskich pozach. Nieraz przypominają porozrzucane lalki; choć może bardziej manekiny – ze względu na idealne sylwetki, przynoszące skojarzenie z modelkami. Można przypuszczać, że współczesne kanony estetyczne są czymś, na co Levasseur kładzie duży nacisk przy tworzeniu swoich prac – choć nieraz ta pozorna sielankowość, powierzchowność jej dzieł zostaje w jakiś sposób złamana. Jak przypuszczam, stąd uczucie niepokoju, które mogą budzić. Kilka czynników składa się na taki efekt: przykładowo pozy, w których artystka utrwala swoje bohaterki. Zwykle nagie (bezbronne?), najczęściej zawieszone w działaniu, jakby wyłączone z życia, patrzą pustymi oczyma w przestrzeń – rzadko kiedy wprost na widza. Swoimi spojrzeniami sugerują inne przestrzenie, pozakartkowe światy i ciągi dalsze, do których nie mamy dostępu. Czasami w ogóle nie mają twarzy.

[column size=one_half position=first ][/column]

[column size=one_half position=last ][/column]

Alexandra Levasseur, Hommage a Odilon (lewa) / Hommage a Odilon III (prawa)

Levasseur zależy na tym, aby swoje dziewczyny uczynić porte parole znanych wszystkim emocji – od nieodwzajemnionego pożądania, przez miłość, strach i smutek. Przyjmując, że spojrzenie ma moc kreowania sensów w dziele sztuki, postrzegam wszystkie jej bohaterki za pogrążone w letargicznym smutku. Nie tylko przez niewidzące oczy czy mimikę pozbawioną wszelkiego wyrazu. Kanadyjka sugeruje to również paletą barw, których najchętniej używa. Zdaje się, że jej ulubionymi (a z pewnością najbardziej eksploatowanymi) kolorami są odcienie niebieskiego. I choć jej ilustracje niejednokrotnie wybuchają kwiatowymi motywami, a same nagie ciała dziewcząt bledną na różowo wśród chaotycznego tła, to w zderzeniu z wszechobecnym błękitem, inne kolory zdają się po prostu znikać, tracić znaczenie. Momentami można nawet odnieść wrażenie, że wszystkie te piękne dziewczyny przeniosły się do cukierkowej krainy Muminków. Ale czy na pewno?

Portret pojedynczy grupowy

Dla każdego, kto nie jest zaznajomiony z twórczością Levasseur, po moim wstępnym opisie, jej ilustracje mogą wydać się miałkie i bez wyrazu. Nic bardziej mylnego. Tak, jak zdążyłam napomknąć, muminkowa idylla jest nieustannie przez artystkę burzona. Obok portretów, które jedynie w nikłym stopniu wyglądają na nierealistyczne (a to pojedynczy język ognia buzujący na tafli wody, a to przeszywająca ciało strzała o grubości igły), mamy również te “inne”. Wahałam się, jak nazwać tę grupę – “Portrety spod zmrużonych powiek”? “Portrety rozdwojone”? Ostatecznie zdecydowałam się na “Portrety pojedyncze grupowe”. Już spieszę z wyjaśnieniem. W wielu obrazach dochodzi do podwojenia postaci – na pierwszy rzut oka odnosi się wrażenie, że mają one dwie twarze lub dwie pary rąk. Można to interpretować jako próbę uchwycenia ruchu, jednak według mnie Levasseur właśnie w ten nietypowy sposób chce oddać wewnętrzne poruszenie postaci, ich zmagania z nieznośnym natłokiem emocji.

“Sztuka jest dla mnie terapią; uzewnętrznieniem strachu przed nieznanym, wyrażonym poprzez obrazy kobiet w trudnych stanach emocjonalnych”.

W rysunku “The weather girl 3” widzimy idealny przykład tego, o czym piszę – dziewczyna na nim przedstawiona uległa takiej właśnie deformacji. Na jednej z jej twarzy widnieje ulga połączona z rezygnacją, poddaje się kroplom deszczu, ma przymknięte powieki; druga z kolei jest pochylona, prawie niewidoczna zza włosów, zaś dłonie wyrażają gest rozpaczy. Czy artystka w ten sposób chciała uchwycić pęknięcie, które rodzi się, gdy na zewnątrz zachowujemy pozory spokoju, jednocześnie wewnętrznie cierpiąc? W mojej opinii temu właśnie służy stosowany przez nią zabieg. Na jednym portrecie jest w stanie uchwycić wiele emocji, które mogą targać jedną osobą – różne, nieraz sprzeczne oblicza kobiety. Kolejnym środkiem artystycznym, którego używa, by wyeksponować żeńską naturę, jest relacja postaci, umieszczanych przez Kanadyjkę na swoich dziełach, z otoczeniem.

Alexandra Levasseur, The weather girl 3

“Bawiłam się teorią, mówiącą że materia, z której powstała nasza planeta i Wszechświat, jest stworzona z tego samego, co my. (…) Używam kobiecych postaci jako symbolu piękna i opiekuńczej matki natury”.

Większość prac Levasseur ukazuje kobiety stopione z krajobrazem, niejednokrotnie dosłownie się z nim zlewające. Najczęściej jej dziewczyny są nimfami nurzającymi się w wodzie, czasami toną w zalewie bujnej roślinności. Jednak paleta barw rzadko kiedy ma w sobie soczystość i ciepło lata – raczej kojarzyć się może z wczesną wiosną. W ten sposób artystka nawiązuje do długiej tradycji artystycznej, w której to właśnie kobieta reprezentuje moc odnowy, którą przypisujemy tej porze roku.

Jedna kwestia nie daje mi jednak spokoju, a mianowicie: dlaczego bohaterki jej ilustracji, przez statyczność swoich póz i mimiki, wyglądają na pozbawione życia? Co rodzi się ze zderzenia bladych, nagich lub półnagich ciał z bogactwem roślinności, z urodzajnymi łąkami pełnymi kwiatów? Czy Levasseur chce przez tą sprzeczność powiedzieć, że relacja człowiek-natura została zaburzona do tego stopnia, że – wbrew pozorom – przestała istnieć? Czy wręcz przeciwnie – tylko w otoczeniu pól, lasów i jezior jesteśmy w stanie osiągnąć upragnioną równowagę, pełnię człowieczeństwa?

“Znajduję wiele poezji w przeciwieństwach Natury; jest tak bardzo złożona, a jednocześnie tak prosta”.

Alexandra Levasseur, Tout commen ca dans l’eau (Wszystko zaczęło się w wodzie)

Oniryczna atmosfera jej dzieł z pewnością daje silne poczucie odrealnienia – oto po kartkach porozrzucane są piękności bez życia, uwiecznione w mdlejących pozach i wrośnięte w swoją surrealistyczną rzeczywistość. Są chwile, kiedy patrząc na ilustracje Levasseur, myślę o Instagramie, Vogue’u i Elle. Jednak później zaczynam przypatrywać się, śledzić te małe pęknięcia, niedoskonałości smukłych ciał, grymas pięknie wykrojonych ust. I wiem, że zza jednego rysunku wyziera drugi – ten, który rodzi się we mnie.

Wszystkie cytaty to wypowiedzi Alexandry Levasseur, które z angielskiego przetłumaczyłam sama. Posiłkowałam się artykułami zamieszczonymi pod poniższymi linkami:

https://www.silverlakevoice.com/art/mystic-world-alexandra-levasseur/

https://www.widewalls.ch/artist/alexandra-levasseur/

httpss://thehundreds.com/blogs/content/alexandra-levasseur