Piszę o Aubrey’u Beardsley’u, bo za mało o nim słychać. Podejrzewam, że jednak każdemu, kto interesuje się sztuką, mignął gdzieś któryś z jego rysunków. Choćby „The Climax”, stworzony jako ilustracja do sztuki Oscara Wilde’a pt. „Salome”. Nieistotne. Zacznijmy jeszcze raz.

Aubrey Beardsley. Uwielbiam jego twórczość. Bo za każdym razem, kiedy myślę o tym, jak młodo zmarł (ledwie 25 lat!), czuję przybrudzony zawiścią podziw i (czysty) smutek. Smutek na myśl o ilości genialnych rzeczy, które mógłby jeszcze stworzyć. Jak bardzo jego styl by dojrzał, w którą stronę zawiodłyby go artystyczne poszukiwania! Zawistny podziw – bo oto odnajduję się w niezbyt komfortowej sytuacji osoby starszej od swojego „idola”, a o nieporównywalnie uboższym dorobku artystycznym.

Aubrey Beardsley “The climax”

I jeszcze raz: piszę ten tekst, gdyż odpryski stylu tego angielskiego ilustratora, tak unikalnego jak na czasy, w których tworzył, znajduję w wielu dziełach z innych epok, których estetyka do mnie przemawia. Zdaje się, że co najmniej kilka z głównych dróg mojego gustu rysunkowego prowadzi właśnie do Beardsley’a. Zainspirował całą masę twórców, których dziś, z perspektywy czasu, można postrzegać jako kontynuatorów jego wizji artystycznej.

Aubrey Beardsley “The stomach dance”
Aubrey Beardsley “The kiss of judas”

Balans na krawędzi

Charakterystyczne cechy twórczości Beardsley’a to: kontrasty czerni i bieli, wydłużone postaci, szczegółowe arabeski, wymyślne zawijasy. Umiłowanie groteski, skłonność do przerysowań. Ale też nieodłączny od dekadentyzmu, wybujały, niepokojący erotyzm.

Aubrey Beardsley “The woman in the moon”

Skąd czerpał? Od Prerafaelitów – a co za tym idzie, również pośrednio ze sztuki średniowiecza. Ale również z japońskich drzeworytów, które w Europie końca XIX wieku stały się koniecznym elementem wystroju każdego bogatego domostwa. Henri de Toulouse-Lautrec oczarował Beardsley’a wyrazistością swoich plakatów.

Bliska była mu niejednoznaczność symbolizmu i zapatrzony w starożytność estetyzm. To z kolei wpłynęło Art Noveau. Na przykład: kreskę typową dla Beardsley’a niejednokrotnie wykorzystywał Alphonse Mucha – z tym, że “wzbogacił” ją o kolor. Chociaż o sile wyrazu ilustracji Anglika wciąż decyduje właśnie prostota, to, że postawił na minimalizm palety barw.

Alexandre Steinlen “Chat noir theophile”
Aubrey Beardsley “The black cat”
Alfons Mucha “Job”

Nie chciałabym jednak skupiać się na suchym omawianiu wyznaczników stylu Anglika czy nawet jego poszczególnych prac. Głównie zależy mi na prześledzeniu w telegraficznym skrócie pewnych zapoczątkowanych przez niego tendencji i podobieństw w sztuce ilustracji europejskiej – mimo japońskiego natchnienia (nawet współcześnie mangi, przez wspólną inspirację, mają wiele punktów stycznych z pracami Beardsley’a; zabawne jednak, jak wzorowanie się na jednym źródle może skutkować różnymi efektami).

Sztuka komiksowa z Kraju Kwitnącej Wiśni

Chcę naszkicować, skąd wzięła się ta jakość, za którą Beardsley został zapamiętany. To prawda, grafiki Anglika i sztuka komiksowa z Kraju Kwitnącej Wiśni mają wspólny rdzeń, co widać przykładowo w tym, że kreowane w nich światy są, w czysto wizualnym aspekcie, czarno-białe. Ale też w mariażu ilustracji z tekstem (na wielu jego dziełach widzimy wykaligrafowane tytuły) czy przesadnie wysmukłych postaciach lub sposobie aranżacji przestrzeni: na marginesach głównych scen wiją się i rozkwitają rośliny. Z drzeworytów japońskich artysta zapożyczył ogólną „pociągłość”, wertykalność ilustracji. I prostotę wyrazu – w obu przypadkach mamy do czynienia z pewną „płaskością” przedstawienia, która jest wynikiem braku cieniowania.

Aubrey Beardsley “How sir tristram drank of the love drink”
Keiko Takemiya “Kaze to ki no uta”

Średniowieczna szkoła

W zasadzie te same podobieństwa jednak można wyliczyć również w kontekście średniowiecznej szkoły pieczołowicie wytwarzanych przez zakonników miniatur. No, może z jednym wyjątkiem – one olśniewały intensywną kolorystyką. Co się zaś tyczy korelacji między androgenicznymi postaciami Beardsley’a a tymi znanymi nam z ciemnych wieków, kończą się one na jednakowym zaburzeniu proporcji – w obu przypadkach mamy do czynienia z przerysowaną smukłością, karykaturalnie wręcz długimi nogami, co skutkuje wyraźną wertykalnością kompozycji.

Średniowieczna miniatura
Aubrey Beardsley “Excalibur in the lake”

Jednocześnie, w ślad za estetyzmem, angielski ilustrator zachłysnął się również ideami starożytności; w szczególności, jak się zdaje, wyrażonymi w rzeźbach i na wazowych rysunkach – pokazując w swoich dziełach przesadnie nierzeczywiste w swojej doskonałości, posągowe figury ludzkie. Przerysowanie tego typu nadaje jego pracom nową jakość – groteskę. Analizując twórczość Beardsley’a, nietrudno zgadnąć, że zupełnie nie zależało mu na realności swoich przedstawień. Jego przerysowane postaci bardziej przypominają anioły niż ludzi, przy tym wszystkie o niemal jednakowych rysach.

Minimalizm i barokowość

Ciekawą sprzecznością, którą dostrzegamy badając jego sztukę, jest połączenie minimalizmu z barokowością. Czy nazwalibyśmy jego dzieła minimalistycznymi? Tak, przecież nie rażą kolorami, często też dominują w nich duże połacie niczym nie zakłóconej bieli. Przywodzi to na myśl kaligrafię japońską – idealne czarne kreski w zderzeniu z jasną jednolitą barwą zwoju. Czy nazwalibyśmy jego sztukę ozdobną? Ależ tak, przecież roi się w niej od kwiatów, kłączy i zawijasów, zaś włosy i tkaniny marszczą się i falują z niemożliwą wręcz precyzją.

Nie należy też zapominać o Prerafaelitach, bo to oni, a w zasadzie Dante Gabriel Rosetti, nadali postaciom Beardsley’a twarze. Tak, jak na obrazach Rosettiego, tak i u jego młodszego kolegi, wciąż powracają te same rysy – wydęte pełne wargi, wystająca kształtna broda i prosty nos. Co ciekawe, ta jedyna wyjątkowa twarz, tak piękna, że aż powielona w mnóstwie dzieł sztuki różnych artystów, należała do ukochanej Prerafaelity – Elizabeth Siddal.

Dante Gabriel Rosetti “Lady Lilith”

Inspiracji, jak widać, było wiele. Jednak, co niegdyś zauważył sam artysta, tym, co wyróżniało jego dzieła, ich innowacyjnością, był nacisk położony na operowanie linią. Precyzja kreski charakterystyczna dla wspomnianej już przeze mnie sztuki kaligrafii, do dziś jest siłą ilustracji Beardsley’a. Choć naturalnie znalazło się wielu naśladowców tego charakterystycznego stylu (którzy jednak wypracowali swoje własne podejście do prowadzenia linii), jak na przykład ilustratorzy Kay Nielsen i Harry Clarke czy ulubieniec tłumów (w tym mój!) Alphonse Mucha, to twórczość Beardsley’a wyróżnia się na ich tle.

Kay Nielsen “Hansel and gretchen”
Henry Clarke “Decadents”

“Jeśli nie jestem groteską, jestem niczym” – Aubrey Beardsley

Aubrey Beardsley operował groteską, ale robił to w sposób estetyczny (choć spod jego ręki wyszło również kilka karykatur), jego przerysowania dalekie były od brzydoty. Jeśli chcielibyśmy odnaleźć ślady jego sztuki współcześnie, to w mojej opinii, należy kierować spojrzenie ku mangowym komiksom i ku modzie – ekstrawaganckim kolekcjom projektantów mody, jak i fotografii modowej (figury modelek, sposób ich przedstawiania w sesjach zdjęciowych czy popularny już od kilku dobrych sezonów minimalizm – czernie, biele, szarości; słowem jednolite kolory i ciekawe geometryczne kroje). Ciąg dalszy nastąpił zatem na zgoła nieoczekiwanych polach. Ale w gruncie rzeczy, czy naprawdę tak zaskakujących? Już we francuskiej ilustracji modowej lat 20. i 30. widzimy coś z Beardsley’a; szczególnie w olśniewających pracach Georgesa Barbiera.

George Barbier “Laissez Moi Seule”
George Barbier “Le Grand Decolletage”
Georges Barbier “Grande robe du soir en brocat dargent”

Obecnie ilustracja stoi raczej pewną naiwnością niż precyzją kreski (którą Beardsley tak sobie cenił). W modzie są przesycone kolorem, infantylnie baśniowe rysunki, które nieraz wyglądają jak narysowane przez dziesięciolatka (oczywiście jest to zabieg celowy). Da się też zauważyć powrót czarno-białej ilustracji (nie będącej przy tym komiksem), jednak ma ona zwykle charakter komentarza do rzeczywistości emocjonalnej ludzi żyjących współcześnie – czym Beardsley raczej nie zajmował się w swojej sztuce. Prawda jest taka, że obecnie powstaje wiele rysunków tworzonych w jego duchu – jak podejrzewam, wynika to po części z rozkwitu sztuki tatuażu i ogólnego hype’u ją otaczającego. Ale to już materiał na kolejny artykuł.