Filmowcy często w swojej twórczości „pożyczają” różnorakie dzieła, nadając im nowych kształtów i znaczeń. W cyklu „Inspired by” opowiadamy o chwilach, w których malarstwo spotyka się z filmem.

Obraz: Alex Colville „To Prince Edward Island”
Film: Wes Anderson „Moonrise Kingdom. Kochankowie z Księżyca”

Wymuskane, wypieszczone kadry to znak rozpoznawczy kina według Wesa Andersona. Synteza statycznej, przemyślanej kompozycji z kolorystycznym wysmakowaniem ujęć bez trudu mogłaby się odnaleźć w niejednej osobliwej galerii sztuki.

Już od pierwszych minut „Moonrise Kingdom” nastoletnia Suzy patrzy przez lornetkę wprost w stronę widza. Nosi ją na szyi jak amulet, z którym nigdy się nie rozstaje. Obraz powstały w powiększających soczewkach traktuje jako pewnego rodzaju magię. Dzięki nim widzi rzeczy o wiele bliżej i lepiej. Sięga swoim spojrzeniem daleko poza życie małej, uporządkowanej i spokojnej wysepki, na której toczy się akcja filmu.

Anderson pomysł na ów zestaw scen zaczerpnął z obrazu „To Prince Edward Island”, autorstwa Alexa Colville’a. Na dziele kanadyjskiego realisty, kobieta na promie za pomocą lornetki również kieruje swój wzrok wprost na oglądającego. W tle dostrzegamy siedzącego mężczyznę, lecz nie widzimy jego twarzy i oczu. „Kobieta widzi, mężczyzna nie” – tak o swoim obrazie opowiadał sam Colville, dlatego oglądający skazany jest na nieustanne mierzenie się z siłą nieprzerwanego kobiecego spojrzenia. Kobieta z obrazu zajmuje jego czołowe miejsce, jest dorosła i pewna kierunku, w którym patrzy. Po trosze to filmowa Suzy kilkanaście lat później. Bohaterka „Moonrise Kingdom” to wciąż jeszcze nastolatka. Wpatrująca się ze szczytu latarni morskiej w bezkresny horyzont, dopiero co poszukuje własnego celu. Podgląda i obserwuje, i podobnie do postaci z płótna Colville’a, kreuje osobliwą mieszankę uczuć – niepokoju, tajemniczości i zaciekawienia.