Tworzę dlatego, że czuję się do tego powołana (przez Boga). Doświadczam Jego obecności i konsekwencją tego doświadczenia jest chęć podzielenia się tym z innymi.” Poznajmy Marię Łuc!

Maria Łuc – ilustratorka i graficzka z Wrocławia, stale poszerzająca spektrum swoich działań. Ostatnio interesuje ją szczególnie kolaż, street art, a także działania społeczne. Facebook: Link. Tumblr: https://wniebo.tumblr.com

Anna Marczak: Maria, jak wygląda Twój dzień pracy?

Maria Łuc: Każdy z osobna inaczej, zależnie od wykonywanego projektu i codziennych sytuacji. Istotne jest tutaj, że mieszkam i pracuję w swoim rodzinnym domu na Krzykach we Wrocławiu. Stąd często zdarza mi się, w międzyczasie kolażowych zabaw, ugotować rodzinie obiad, pomóc mocno starszej już babci etc. Z reguły w początkowym etapie pracy pozwalam sobie na wiele rozpraszaczy, natomiast kiedy terminy gonią, potrafię siedzieć non-stop. Kiedyś wydawało mi się, że kluczem do sukcesu jest twarda systematyczność, natomiast teraz widzę dużą wartość w tym, że jestem w stanie oderwać się od pracy i otworzyć na sytuacje wokół. Korzystam też z możliwości mobilności, jaką daje współczesnemu grafikowi dziś komputer, stąd praca w podróży, np. w pociągu nie jest mi obca (ostatnio kończyłam jeden projekt w namiocie na dachu samochodu podczas wyjazdu w Irlandii).

No tak, tą sytuacją dowodzisz, że grafik to dość (nie)wygodny zawód… A czym dla Ciebie jest wspomniany sukces?

Jest to sytuacja, w której widzę, że praca, w którą włożyłam dużo zaangażowania i wysiłku, jest odbierana pozytywnie przez innych. W moim przypadku sukcesem jest też umiejętność zaakceptowania, że projekty, które oddaję, są w moim mniemaniu niedoskonałe, jednak najlepsze, jakie mogłam wykonać w aktualnym czasie, z aktualnymi umiejętnościami, jakie posiadam.

Studiujesz na ASP we Wrocławiu, ale zwiedzasz też sporo świata, także w ramach studiów. Jak te ciągłe zmiany wpływają na Twoje działania wizualne?

Miłość do podróży jest u mnie naturalna (co zawdzięczam moim wspaniałym rodzicom) i mniej lub bardziej dosłownie przejawia się w tym, co robię. Od dziecka kochałam góry i otwarte przestrzenie, pejzaż zawsze był moim ulubionym rodzajem przedstawienia. Podróżowałam dużo autostopem, w wyniku czego powstał projekt swoistej mapy o tytule „Mapa spotkań”, który prezentowałam na wystawie prac „The Art of Hitch-Hiking” w Warszawie w maju 2017 r. Doświadczenie rocznego studiowania w Ecole d’Art et Design w Orleanie we Francji w ramach programu Erasmus było niezastąpione pod wieloma względami. Przede wszystkim uzmysłowiło mi, jak ważne w projektowaniu jest uwzględnienie odbiorcy mojej pracy. Z kolei semestralny pobyt we Lwowie na Ukrainie rozpoczął moją przygodę z ikoną.

W Orleanie miałaś chyba dużo styczności z projektowaniem użytkowym? Wygrałaś tam konkurs na realizację projektu komunikacji wizualnej dla wystawy „La Triennale de Vendome”, która funkcjonowała w mieście wielkoformatowo. Czy projekt się sprawdził?

Szkoła w Orleanie nie jest Akademią Sztuk Pięknych, tylko szkołą dizajnu, więc faktycznie myślenie jest tam bardziej ukierunkowane na odbiór praktyczny projektu. Co do realizacji konkursowej – tak, patrząc z dystansu, wierzę, że projekt się sprawdził.

Miał silny ładunek ideowy, bo inspirowały mnie autentyczne wypowiedzi mieszkańców miasta Vendome (gdzie odbyło się Triennale Sztuki Współczesnej), z którymi przeprowadzałam liczne wywiady. Ilość mojej pracy, jak i zdobytego doświadczenia, była więc duża i faktycznie realizacja spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Jednak było to moje pierwsze zetknięcie z projektem „outdoorowym”. Technika, którą zaproponowałam do montażu niektórych elementów, nie sprawdziła się. Organizatorzy byli obciążeni dodatkowymi trudnościami, chociaż to oni brali za to odpowiedzialność, adresując konkurs do studentów. Potrzebowałam trochę czasu, by zaakceptować te i inne niedoskonałości z mojej strony i uwierzyć, że ten projekt był naprawdę sporym sukcesem.

A we Lwowie uczono pisania ikon?

We Lwowie realizowałam głównie program z projektowania graficznego, ale dzięki uprzejmości tamtejszych nauczycieli, mogłam zaglądać na wydział Sztuki Sakralnej, właściwie cały poświęcony ikonie i jej różnym zastosowaniom. Wspólnie ze wspaniałym pedagogiem Lessivem Tarasem stworzyłam pierwszą ikonę – świętego Michała Archanioła. Byłam pod wielkim wrażeniem podejścia studentów tego wydziału, którzy poza zajęciami praktycznymi, uczęszczają na szereg zajęć teoretycznych, przygotowujących ich do jak najbardziej dogłębnego zrozumienia tematu. Powstają tam prace bardzo różne, jednak zawsze na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Czasem z pogranicza ikony, a wręcz malarstwa abstrakcyjnego, które dzięki temu pierwiastkowi duchowemu zachowują niezwykłą głębię. To podejście stało się dla mnie niezwykle inspirujące i starcie z nim z pewnością przynosi i będzie przynosić owoce w moich pracach, również bardziej graficznych i koncepcyjnych.

Ostatnio byłaś w Fatimie i wyprawę tę oprawiłaś elementami graficznymi w stylu „dizajnerskich” dewocjonaliów – motywem przewodnim był wizerunek Maryi z hasłem „Good girl gone better”. Prosiłaś też znajomych o wysyłanie Ci intencji, które zabierzesz tam ze sobą. Czy ta wycieczka była też rodzajem artystycznego projektu?

Zdecydowanie tak. Miałam od jakiegoś czasu duchową potrzebę wyjazdu do Fatimy, naturalnie wyszło, że chciałam się tym podzielić. Hasło „Good girl gone better” jakoś samo wpadło mi do głowy (później zreflektowałam się, że kultowy album Rihanny nosił tytuł „Good girl gone bad”). W kilka dni przed wyjazdem zaprojektowałam serię materiałów: wlepki, karteczki do wpisywania intencji, promocyjną grafikę na Facebooka.

Zaprosiłam znajomych do domu na „Travel blessing”, ubrałam naszą domową fatimską Maryjkę w lampki choinkowe i przy takim ołtarzu ludzie wypisywali swoje intencje, które później zostawiłam w Fatimie. Po drodze przyklejałam wlepki w różnych miejscach, mam nadzieję, że do dziś są jeszcze między innymi w Pradze, Barcelonie czy Porto. Byłam zaskoczona bardzo pozytywnym odbiorem projektu, bez względu na przekonania odbiorców akcji.

A po drodze spotkało Was coś ciekawego? Ktoś z poznanych ludzi też dorzucił swoją intencję?

Każdy dzień i spotkana osoba była wielką przygodą. Tak, doszło nam parę intencji po drodze, czułam poniekąd, że poza sobą zanoszę tam innych, to było dobre uczucie.

Zostając jeszcze przy projektowanych przez Ciebie „dewocjonaliach”. Zrobiłaś serię obrazków ze znanymi świętymi z hasłem na odwrocie: „wierzysz?”. Co ciekawe, są na nich wizerunki ludzi, jakich w większości raczej nie kojarzymy z ogólnego obiegu, bo są to mało popularne fotografie. Jana Pawła II bym nie poznała (pewnie też dlatego, że to dość młoda jego odsłona)! Myślę, że zazwyczaj kojarzymy bardziej klasyczne przedstawienia świętych. Skąd więc i po co taki pomysł na mniej oczywistą wersję tych przedstawień?

Postacie świętych są dla mnie bardzo ważne, nie wyobrażam sobie, że człowiek przestaje „być” z momentem śmierci. Głęboko wierzę, że wtedy ta obecność staje się wręcz silniejsza. A tym bardziej obecność ludzi, którzy walczyli z całych sił, by swoim byciem na ziemi sprawić jak najwięcej dobra.

Oczywiste jest, że wygląd młodej osoby jest bardziej atrakcyjny i przyciągający uwagę, szczególnie dzisiaj, kiedy wszystkim tak zależy, by go zatrzymać. Poza tym wizerunek naszego papieża, jako młodego chłopaka o sympatycznym spojrzeniu, uświadamia również mi, że Jan Paweł, jak i każdy inny święty, przeżywał swoją młodość tak po ludzku. Może to zachęcać, by zainteresować się historiami różnych świętych i czerpać z nich przykład w czynieniu dobra.

Twój tumblr wydaje się być, przynajmniej częściowo, osobistym zapisem wspomnień. Czy to rodzaj portfolio, czy raczej wizualny pamiętnik prowadzony trochę bardziej „dla siebie”?

Drugie określenie z pewnością jest najtrafniejsze. Jest to rodzaj bloga, na który wrzucam swoje analogowe fotografie (w szczególności podróże), przemyślenia własne lub innych.

Przyznam, że dla mnie jest on naprawdę inspirujący, mimo że jest tam dużo różnych rzeczy, wydaje się być spójną całością wizualnie i treściowo. Zaglądasz tam czasem z sentymentu do archiwalnych postów/wydarzeń lub szukasz u siebie inspiracji?

Tak, zdarza mi się przeglądać moje dawne posty, czytać, co pisałam nawet dobre parę lat temu i mieć powód do wdzięczności, że mam życie tak bogate w różne doświadczenia i zachwyty. Nieraz dostrzegam też pewną niedojrzałość w tych rzeczach, ale to dobry znak na to, że sama się zmieniam i postępuję w rozumieniu siebie.

W Twoich kolażach często słowo komponuje się z obrazem. Czy według Ciebie samym obrazem można opowiedzieć równie dużo, co słowem?

Jasne, że obrazy mówią za siebie. Jednak ja mimo wszystko tego słowa używam, choć staram się to robić subtelnie. Według mnie stanowi ono często integralną część mojej pracy. Nie jej opis, ale składowy element. Tak na marginesie – myślę, że ważne i potrzebne jest, by twórca potrafił, a także chciał wypowiadać się o swoich pracach. W ten sposób bardziej zrozumie siebie i pozwoli na to innym. Ostatecznie też dowie się, po co i dlaczego tworzy. Ja znam odpowiedź na to pytanie (co do mojej osoby rzecz jasna), a ta jasność i zrozumienie siebie napędza mnie do działania i przede wszystkim do dzielenia się tym, co robię.

Zatem co byś odpowiedziała na pytanie, po co i dlaczego tworzysz?

Tworzę dlatego, że czuję się do tego powołana (przez Boga), doświadczam Jego obecności i konsekwencją tego doświadczenia jest chęć podzielenia się tym z innymi. Zawsze staram się, by przekaz tego, co robię, był dobry, czyli prawdziwy i bazował na pojęciu piękna. Może słynne zdanie „piękno zbawi świat” wydaje się brzmieć do znudzenia banalnie, ale każdy. kto odnalazł prawdziwe piękno, wie, że to jest głęboka prawda.

A jak wyglądają Twoje plany? Nad czym teraz pracujesz?

Moim planem numer jeden jest praca dyplomowa, która możliwe pozwoli mi ukończyć ASP już w przyszłym roku! Ostateczny temat jeszcze rozpracowuję, choć czuję, że będzie to w pewnym sensie kontynuacja akcji „Good girl gone better” oraz moich zainteresowań wizualnych związanych z estetyką dewocjonalną/pobożnościową. Chciałabym wykorzystać te elementy, by przedstawić w nowym świetle głębokie treści, jakie się za nimi kryją.