Świadomość istnienia wyższych wymiarów czy kruchość życia to tematy, na które m.in. zwraca uwagę Someart. Streeatartowiec-podróżnik, twardy vlakacista, miłośnik zdegradowanych przestrzeni.

Someart. Mieszkający w Poznaniu malarz, streetartowiec, znany szerszej publiczności z działań w przestrzeni miejskiej, a także z wystaw, które miały miejsce zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Strona twórcy: https://iamsomeart.com

Polikarp: Czołem. Someart, czy kiedyś wyrośniesz z nocnych eskapad z wiadrem kleju i pakietem wydruków w torbie?

Someart: Cześć! Na obecną chwilę nie planuję zaprzestania nocnych misji (śmiech). Jest w tym zbyt dużo zabawy i spontaniczności, które uwielbiam, dlatego nie zamierzam tego porzucać.

Jak oceniasz kondycję vlakatu na polskiej scenie streetartowej?

Vlakat na polskiej scenie stąpa własnymi ścieżkami. Plakatowaniem miast aktywnie zajmuje się wyłącznie kilka osób. Jedną z nich jest mocno zakorzeniony w polskiej scenie SC Szyman, który wykleja w przestrzeni miejskiej własnoręcznie robione na sitodruku prace. Często plakatuję też z Eskaer’em, z którym mieszkamy w tym samym mieście. Czasami zauważam chwilową aktywność innych osób, ale niewiele z nich pozostaje wiernymi tej formie sztuki. Nie da się ukryć, że vlakat nie jest tak trwały w przestrzeni miejskiej, jak prace wykonane przykładowo spray’em. Mimo wszystko, osobiście o wiele bardziej wolę wyklejać dopieszczone w każdym szczególe prace, niż na szybko malować tzw. „kasztany”.

Seria rysunków zatytułowana The Process of Dematerialization ukazuje psy, które zresztą często pojawiają się w Twoich pracach. Dlaczego psy?

Psy to bardzo inteligentne zwierzęta. Moim zdaniem widzą rzeczy, których ludzie nie dostrzegają. W moich pracach, poprzez swoje zmysły docierają do miejsc, w których dzieje się coś niewytłumaczalnego i zarazem niezrozumiałego. To one są najczęstszym obserwatorem i uczestnikiem procesu dematerializacji.

Czym jest ta dematerializacja? Z czego wynika i jakie będą jej skutki?

Przedstawiana dematerializacja jest dla mnie procesem przejścia do wyższych, niedostrzegalnych przez ludzi wymiarów. Matematyka od dłuższego czasu pokazuje, że istnieje coś więcej poza tym, co jesteśmy w stanie dostrzec. Psy oraz inne zwierzęta, które prezentuję, w najmniej oczekiwanych miejscach natrafiają na portal łączący to, co jest widzialne przez nas, z tym, co jest jeszcze nieodkryte. Zostają zdematerializowane przez TO, by znaleźć się w miejscu/świecie, który możemy sobie tylko wyobrazić. Jest to rodzaj konwersacji z widzem. Jakie będą tego skutki? Zostawiam tą odpowiedź odbiorcy.

Co symbolizuje złoty ośmiościan, który często odnajdujemy w Twoich pracach? Mam wrażenie, że to epicentrum pewnej energii.

Tak jak wspominałem wcześniej, jest to moja wizja i propozycja portalu łączącego nasz świat z tym, co dla nas jest jeszcze nieodkryte. Stawianie pytań w społeczeństwie to fundamentalny budulec rozwoju człowieka. Bez zadania pytania nie uzyskamy odpowiedzi.

Patrząc na miejsca, w których umieszczasz swoje prace, trudno odnieść wrażenie, że są one przypadkowe. Jakie miejsce w świecie Somearta zajmuje proces odkrywania nowych przestrzeni?

Na pewno jest to ważny element. Jeśli chodzi o plakatowanie, to nie zależy mi na tym, aby wyklejać byle gdzie i na byle czym. Niezbyt rozsądne jest np. przykrywanie tagów lokalsów, ponieważ mogą zacząć zrywać to, co zostało przyklejone podczas misji (śmiech). Jeśli chodzi o malowanie, preferuję pustostany lub inne, ciekawe i nadszarpnięte zębem czasu ściany. Z tego powodu często odwiedzam opuszczone fabryki czy inne miejsca, do których docierają tylko ci, którzy naprawdę chcą tam trafić. Malowanie w takim miejscu jest dla mnie pewnego rodzaju relaksem. Odnajduję tam ciszę i spokój, czyli to, czego człowiek potrzebuje, gdy na co dzień żyje w centrum dużego miasta.

Idealne miejsce na streetartową akcję?

Każde nowe miasto! A tak serio to o wiele lepiej plakatuje się w miastach, w których kultura urbanartu jest mocniej rozwinięta. Uwielbiam plakatować np. w Londynie. Równie dobrze plakatowało się w Tel-Avivie, ale to przede wszystkim zasługa doborowej ekipy, która ze mną tam była (uśmiech). Zawsze jest lepiej plakatować z bandą znajomków, dlatego też każde miejsce odwiedzane ze swoimi ludźmi jest dobre do plakatowania! Z chęcią odwiedzę w najbliższym czasie Berlin oraz Paryż, a z miejsc wymarzonych na pewno wymienię Stany, Japonię oraz Indie. Rzekłbym jednak, że to cele na bliższą lub dalszą przyszłość (uśmiech). Życie zweryfikuje, co się uda, a co nie (śmiech).

Seria Friendly Faces. W ramach projektu przedstawiasz istniejące osoby. Kim one są?

Wszystko rozpoczęło się od narysowania „główek” całej ekipy, z którą wówczas mieszkałem. Powstało pięć portretów, w tym mój, od których rozpoczęła się seria Friendly Faces. Pamiętam, jak bez żadnego wcześniejszego kontaktu z plakatowaniem wyklejałem nagle „główki” formatu 2,5 na 2,5 metra. To było jakoś w okolicach listopada: zimne noce, klej rozrobiony z paczki i wałek (!?!?) na teleskopie (śmiech). To były czasy! Teraz to wygląda już trochę inaczej (uśmiech).

W kolejnych cyklach Friendly Faces obecność znajomych była zmienna. W drugiej serii skupiłem się na przedstawieniu przedstawicieli różnych religii i zawodów plus kilku znajomych. Zamysłem projektu było ukazanie różnorodności i zarazem indywidualności każdego z nas. Wszyscy jesteśmy dziełami sztuki. Właśnie dlatego przy każdej postaci dorysowany był dymek z napisem ‘I Am SomeArt’ . W trzeciej serii przedstawiłem portrety ludzi z ciemnej strony miasta. Drobni przestępcy, alfonsi, dilerzy czy złodzieje. Kilku z nich to skrzętnie ukryte twarze znajomych. Ostatnia, czyli czwarta seria, to odejście od koloru i zrównanie serii Friendly Faces do tego, co robię na płótnach i ścianach. To osoby z mojego bliższego i dalszego grona. Osoby, które działają nieustannie w swojej pasji. Są to wszelakie zajawki i profesje, w które nie będę się tutaj zagłębiał. Ich determinacja i upór w dążeniu do celu jest dla mnie pewną inspiracją i motorem napędowym do dalszych działań.

Czy można powiedzieć, że Friendly Faces to karykatura otaczających Cię ludzi?

Od samego początku poszukiwałem jakiejś charakterystycznej kreski na robienie małych portretów. Chciałem, aby te postaci były spójne ze sobą, a zarazem charakterystyczne na swój sposób. Nigdy nie podchodziłem do tego jak do karykatury. Karykaturalne postacie zawsze kojarzą mi się z wielkimi głowami i małym tułowiem, czy chociażby z wielkimi przerysowaniami pewnych elementów. Ja tak nie robię. Przerysowuję usta, nos i oczy, ale nie w sposób prześmiewczy, tylko raczej we własnym stylu.

Kto trafi na vlepy i vlakaty w kolejnej kompilacji Friendly Faces? Czy w ogóle będzie kolejna?

Oczywiście, że dołączy następna zgraja twarzy. Staram się wydawać nową serię co roku. Już na chwilę obecną mam 12 nowych postaci, tak więc to tylko kwestia czasu, aż ujrzą one światło dzienne. Mogę powiedzieć tylko tyle, że następna seria 5.0 dotknie tematyki różnorodnych protestów i manifestów. Przedstawię ludzi, którzy wychodząc na ulicę, walczą o swoje racje.

Żadna z prezentowanych przez Ciebie postaci, czy to człowiek, czy to zwierzę, nie ma oczu. Skąd ten zabieg?

Zabieg ten zrodził się z chęci uzyskania spójności prac oraz wyodrębnienia ich własnego charakteru. Oczy nawiązują do złota używanego w ośmiościanie. Staram się zasugerować, że wszystko we wszechświecie jest ze sobą połączone, złożone z tego samego budulca: cząsteczek, atomów, membran czy strun. Dotknięte procesem dematerializacji zwierzęta ukazane są jako puste ciała. Posiadają wyłącznie samą powłokę, która jest wręcz tłuczona jak porcelana. Jest to też próba pokazania kruchości życia w znanym nam świecie. Widz, obserwując moje prace, ma sam pokombinować oraz wyciągnąć z nich swoje wnioski. Wracając do braku gałek ocznych, przedstawiane postacie mogą wydawać się bezduszne, na swój sposób straszne i przerażające. Może to po prostu my: omamieni XXI wiekiem, ślepo patrzący i podążający utartymi drogami, wskazywanymi nam przez innych. Nie chcę stawiać tu jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie (uśmiech).

Dziękuję za rozmowę!

Dzięki również i życzę powodzenia wszystkim, którzy dążą własną drogą w dzisiejszym świecie.